Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 583 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


CZĘŚĆ SZÓSTA: ZNAK ZAPYTANIA

piątek, 23 czerwca 2017 20:21

CYRUS – OFICER SIŁ ZBROJNYCH ISLAMSKIEJ REPUBLIKI IRANU.

W miejscach trudnych, słowo autostop, zyskuje nowego znaczenia. Wystarczy inaczej spojrzeć na znaczenie wyrazów składowych. Autostop, pochodzi oczywiście od auta, czyli samochodu i stopu, czyli zatrzymywania. Autostop, zatem polega na zatrzymywaniu samochodów. Co, jednak w przypadku, gdy samochodów nie zatrzymuje się w sposób aktywny tylko kierowcy, wciskają środkowy pedał sami z siebie, dziwiąc się co robi obco wyglądający człowiek z plecakiem w miejscu, w którym by się go nie spodziewali?

Kavirautostop.jpg

Wychylił się przez otwartą za pomocą korbki szybę terenowej Toyoty w wersji pickup. Czapeczka w kolorze khaki, mundur, pagony, które zdobiły trzy gwiazdki. Przełknąłem ślinę, gdy poprosił o paszport. Niedługo przed moim przyjazdem do Iranu, trzech amerykańskich obywateli zostało aresztowanych z zarzutem szpiegostwa. Irańskim siłom zbrojnym, Dasht-e-Kavir, służy do testowania rakiet rozmaitego rodzaju. Niektóre agencje informacyjne, zarzucają Iranowi tajne prace nad głowicami nuklearnymi, które miałyby się odbywać właśnie na terenie Kaviru. Biorąc pod uwagę, że większość Irańczyków nie wyobraża sobie jak można chociaż zobaczyć nic, tudzież udać się na pustynię, teoretycznie, miałem się czego obawiać.

- Polska! Powiedział oficer. – Lechistan. Warszawa!

- Dokładnie, proszę Pana. Odpowiedziałem grzecznie patrząc na kaburę z pistoletem i drugą – z kajdankami.

- Mikal Konrad Przzzzzzllllssss.... jak się to czyta?

- Tutaj jest po persku. Pokazałem funkcjonariuszowi moją irańską wizę.

- Przlllssss..... tego się nie da rozczytać.

- Przybylski, proszę Pana. Nawet po persku się tego nie odczyta?

- To jest jakiś stek spółgłosek. Czego tutaj szukasz?

- Diabła, proszę Pana. To znaczy.... chciałem zobaczyć jak wygląda pustynia.

- I co? Podoba Ci się?

- Na razie tak.

- Co robisz?

- Jadę w stronę Nain.

- Wsiadaj, możemy Cię do najbliższego miasta podrzucić.

Ruszyliśmy. Siedzący w środku drugi oficer, nie mówiąc ani słowa, przyglądał mi się patrząc w lusterko i, przy okazji, wciskając grube, porośnięte czarnym włosiem palce w lufę znajdującego się pomiędzy przednimi fotelami, opartego o podłogę kałasznikowa.

- Co Cię sprowadza do Iranu?

- Podróż. Docelowo do Chin, a później to się okaże.

- Ale dlaczego akurat pustynia? Przecież tu nic ciekawego nie ma.

- A dzikie wielbłądy? A sprawiające wrażenie opuszczonych wioski? A fatamorgany i wirujące w miejscu piaskowe kominy? My nie mamy w naszym klimacie pustyń, proszę Pana. Dla mnie, wydaje się ona atrakcyjna.

- Rozumiem. My, za to mamy ich pod dostatkiem. Kavir to, tak jakby, główna pustynia; pustynia-matka. Wiesz, że znajdujący się nieopodal Dasht-e-Lut to najgorętsza pustynia na świecie?

- Wiem, proszę Pana.

- Wiesz jaka była rekordowa temperatura na niej zarejestrowana?

- 72,3 stopnie Celsjusza, proszę Pana.

- Wiesz kto jest prezydentem Iranu?

- Skąd to pytanie?

- Wiesz czy nie?

- Wiem. Ahmadinejad. Odpowiedziałem, nie widząc powiązania pomiędzy pustynią a Ahmadinejadem. – Jak wygląda praca w irańskim wojsku, proszę Pana? Zmieniłem temat.

- Nie jest najgorzej. Są dobre pieniądze. Są przywileje. Są dodatki do pensji i przyzwoite wakacje. Mogłoby być trochę więcej szacunku ze strony ludzi i więcej akcji, ale nie narzekam.

- Akcji?

- Robimy ćwiczenia. Każą nam latać w kółko i grać jak aktorzy, że niby coś się dzieje. Ale nic się nie dzieje. Czasem wybuchnie coś na granicy pomiędzy przemytnikami a żołnierzami. Czasem coś się stanie na wschodzie. Ale ja służę tutaj. Żeby w okolice wschodnich granic się dostać, trzeba sobie zasłużyć.... negatywnie. Człowieku. Wojna iracko-irańska. Lata osiemdziesiąte. To była akcja. Przygoda. Podobało mi się. Gdyby nie pieniądze, przeszedłbym na wcześniejszą emeryturę bo tak, nie widzę właściwie sensu służby wojskowej.

- Ćwiczenia, edukacja, dodatki?

- To mnie właściwie tutaj trzyma. Inaczej, już dawno bym wysiadł z tej karuzeli. Ja byłem wtedy dzieckiem. Nie zastanawiałem się. Chciałem bronić naszej ziemi, naszych ludzi, naszej Zatoki.

- Dzieckiem?

- Sami się zgłaszaliśmy. Ja i moich dwóch kolegów. Mieliśmy po 14 lat. Co mieliśmy robić jak iraccy żołnierze zniszczyli nasze miasta, powybijali nasze rodziny? Właściwie to nie mieliśmy wyboru. Mogliśmy zginąć albo z głodu, albo od kuli irackiego karabinu. Wolałem się przysłużyć i sam wziąć do ręki karabin. Razem z kolegami, którzy wojny nie przeżyli, mieliśmy 2 miesiące intensywnych ćwiczeń przygotowawczych. Zanim ciężarówka zabrała nas do bazy, ciotka zawiesiła mi na szyi klucz, który jej przyniosłem. Powiedziała, że muszę go zabrać ze sobą. Powiedziała, że to klucz do nieba. Powiedziała, że będzie się modlić, a to na wszelki wypadek. Kiedy wróciłem z wojny, ciotki już nie było. Nawet nie mogłem jej oddać klucza żeby jej się przysłużył przed bramą nieba. Do dziś ten klucz noszę. Zobacz. To ten. Na początku wojny, trochę się bałem. Podczas pierwszej akcji w terenie, kilka kilometrów piechotą dzieliło nas do oddziałów irackich. Miałem karabin maszynowy i kilka granatów. Nie pamiętam ile. Im bliżej podchodziliśmy do celu, tym głośniejsze były odgłosy strzałów. Sparaliżowało mnie na chwilę, ale mój przyjaciel popchnął mnie i powiedział „za mamę!”. Pamiętam do dziś te słowa. Był pierwszy z naszej trójki, który zginął. Nie wrócił z tej samej akcji, do której dodał mi otuchy. Przestałem się bać dopiero gdy zaczęliśmy wszyscy biec w stronę okopów. Nie wiem – jakaś magiczna siła we mnie wstąpiła, która pchała mnie do przodu razem z innymi Po wszystkim, pamiętałem, że przed nami co chwila błyskały końcówki luf karabinów przeciwnika. Pamiętałem, że osoby biegnące przede mną, obok mnie i za mną, nagle, bez siły padały na ziemię. Ale kiedy tak biegliśmy, w ogóle na to nie zwracałem uwagi. Celem były okopy. To co dookoła się nie liczyło. Po tej akcji, już się nie bałem.

- Czyli dzieci również mogą służyć w irańskiej armii?

- Oficjalnie nie mogą. Nawet podczas wojny. Minimalny wiek to szesnaście lat. Ale to były inne czasy. Zrozum, że ci cholerni Irakijczycy weszli na nasze ziemie a inne państwa ich w tym wspierały. Byliśmy sami. Musieliśmy się bronić. Iran, potrzebował żołnierzy. Dużo osób zginęło. Ale dzięki temu, teraz  żyjemy w wolnym Iranie. Wolnej Persji. Wiesz, ilu wtedy zabiłem?

- Nie mam pojęcia.

- Po pierwszej dwudziestce, przestałem liczyć. Mówię Ci, byłem dobry w strzelaniu z karabinu. Chciałem spróbować CKM-a, ale nie zdążyłem. Zostałem ranny. Przenieśli mnie do szpitala. Ale oczyma wyobraźni, nadal wracałem do wojny i zabijałem Arabów.

- Nie lubicie Arabów.

- Tamta wojna to nie był pierwszy raz. Oni nam z Persji, Arabistan chcieli zrobić. Już od dawna wchodzili tutaj, rozkradali nas, zabijali naszych ludzi i robili bałagan. Ale my zawsze ich przeganialiśmy. My jesteśmy Persami. My się nie poddajemy. Zawsze osiągamy nasze cele. Nie lubimy kiedy nam się coś narzuca. Nie lubimy kiedy niszczy się naszą kulturę. Wiesz, że oni nadal nazywają naszą Zatokę, Zatoką Arabską? Wiesz - przed Islamem, mieliśmy własną religię. To oni nas zmusili do Islamu.

- Czyli nie jest Pan wierzący?

- Jestem. Wierzę w Boga, wierzę w Allaha i proroctwo Mahometa. Ale nie podoba mi się sposób w jaki Arabowie przynieśli do nas Islam. Nie podoba mi się to, że wykorzystują Islam by udowodnić nam naszą niższość, bo przecież Prorok Mohamet był Arabem. Zapominają tylko, że jeden z jego najlepszych przyjaciół był Persem. Nie podoba mi się ich światopogląd. Ich podejście do Koranu. Nie lubię Sunnizmu. My jesteśmy Szyitami. Nigdy nie dałbym dziecku arabskiego imienia.

- To tak jak z Żydami.

- Z Żydami to inna sprawa. Robią bałagan w Palestynie, ale akurat to mamy gdzieś. Gorzej, że grożą nam mieszając do tego USA. To przepychanki. Ciekawe czy kiedyś będą miały pokrycie. Osobiście, nic do Żydów nie mam, ale jak będzie jakiś konflikt to się na niego piszę. Po co być żołnierzem jak nie można walczyć? Po co nosić tą broń, amunicję, przerzucać tony ładunków? Do wojska idzie się po to by bronić kraju, by walczyć. Nie wiem czy chciałbym walczyć.

- Albo by szykować się do gotowości na wypadek konfliktu.....

- Tak, ale nie mówię tutaj by specjalnie prowokować konflikty. W takiej, sprowokowanej wojnie, nie wiem czy chciałbym brać udział. Ale w obronnej, jak najbardziej. Niech no ktoś znów spróbuje przejąć nasze państwo, spróbuje wydziedziczyć nas z kultury. Nie ma szans. Nawet jak sam zostanę, nie pozwolę zrobić z Iranu Arabistanu. Chyba, że po moim trupie.

- Ale powiedział Pan o wolnym Iranie. Znajomi narzekali na brak demokracji.

- Jacy znajomi?

- Ci, których poznałem podczas podróży. Wcześniej byłem w Azerbejdżanie, nad morzem Kaspijskim, w Teheranie.

- Demokracja, demokracja. To skomplikowana sprawa. Powiedziałbym, że jest, ale na papierze. Dużo jeszcze trzeba zrobić, ale według mnie, jesteśmy na dobrej drodze.

- A azadi?

- Czasem lubię sobie wypić. Czasem lubię odwiedzić koleżankę, która mieszka w pobliżu mojej bazy. Ale rozumiesz, do domu mam daleko.

- Rozumiem, ale młodzież... młodzi ludzie narzekają, że nie mogą się ze sobą spotykać.

- Ja moją żonę poznałem przez wspólnych znajomych. Kiedyś mieliśmy aranżowane małżeństwa. Mój syn ma w tej chwili dwanaście lat. Ma koleżanki, ale chyba jeszcze o dziewczynach nie myśli. Ale kto jak kto, facet jest facet i ja mu żony nie będę szukał. A już na pewno nie pozwolę na to mojej żonie.

- Tyle, że w taki sposób, narazi się na nieprzyjemności od strony policji.

- Niezupełnie. Mam znajomego policjanta. Kiedy ostatni raz z nim rozmawiałem, powiedział, że dostał odgórne zalecenie by nie przyprowadzać na posterunek par zakochanych. Kłóciło się to z tym czego nauczył się w szkole policyjnej. Nie mniej, jednak, spodobało mu się ono. Powiedział, że zawsze głupio czuł się łapiąc kobietę i mężczyznę razem, trzymających się za rękę, albo w bardziej intymnych sytuacjach, ale nigdy, nie mógł się do tego przyznać. Co mu niby do tego co dwójka osób robi razem? Jeżeli odbywa się to za obopólną zgodą i w taki sposób, że nikt nie widzi, nie widzę przeszkód. Sam też, zanim ślub wziąłem, święty nie byłem. Teraz jest trochę lepiej, ale nie idealnie. Owszem, czasami są akcje, ale....

- A portale społecznościowe, a media?

- Słuchaj, tutaj zaczyna się miasto. Do Nain masz trzydzieści kilometrów. Wysadzimy Cię na stacji autobusowej. Może tak być?

- Dziękuję bardzo.

Cyrus wysiadł razem ze mną.

-  Dziękuję Ci za rozmowę. Miło mi było Cię poznać Panie Przsssss...

- Przybylski

- Przybylski. Cyrus powtórzył najlepiej jak mógł, salutując. To dla nas zaszczyt, że odwiedziłeś nasz kraj. Mam nadzieję, że spodoba Ci się w Iranie i zrozumiesz, że nie jesteśmy tacy sami jak Arabowie. Uniosłem prawą dłoń do czoła.

- Nie tak. Nauczę Cię salutować po irańsku. Nauczę Cię salutować po persku. Cyrus, wyprostował się. Następnie zsynchronizowanym ruchem, zamachnął się prawą nogą i prawym ramieniem w taki sposób, że powędrowały one najpierw niedaleko od tułowia, po czym, energicznie wróciły. W  chwili, gdy obcasy pantofli zderzyły się ze sobą, lekko zgięta, względem wysuniętego na zewnątrz łokcia, ułożona wierzchem równolegle do ziemi, dłoń dotknęła skroni.

- Jeszcze raz, bardzo dziękuję.

- Spocznij, poborowy. To ja dziękuję. 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Translator

BLOG ROKU

Zapraszam do głosowania
tutaj.

Oni ze mną jadą

Szukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Bądź na bieżąco

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

W drodzę