Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 962 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


CZĘŚĆ CZWARTA: MORZE, KTÓRE JEST JEZIOREM

poniedziałek, 29 maja 2017 20:36

Pooyan – Biotechnolog z wykształcenia, językoznawca i poliglota z zamiłowania, nauczyciel języka angielskiego z zawodu, BUNTOWNIK Z PRZEKONANIA i.... napaleniec.

„Devo andare a trovare un mio amico nell’ospedale” – mówiąc po włosku, elegancko ubrany Pooyan, prowadzący nowiutkiego Peugeota Parsa, od razu zrobił na mnie wrażenie osoby nietuzinkowej.

- Angielski, rosyjski, niemiecki – rozumiem. Ale skąd Ci przyszedł pomysł na włoski? To piękny język. Ale niszowy. Z pragmatycznego punktu widzenia, nie opłaca się go uczyć bo mówi się w nim tylko we Włoszech.

- Jak powiedziałeś, to jest piękny język. Od kiedy go po raz pierwszy usłyszałem, spodobał mi się. Poza tym, jest spokrewniony z naszym językiem, a jeszcze bliżej z angielskim, więc nauczenie się włoskiego to tylko kwestia niewielkiego wysiłku i odrobiny motywacji. Wiesz. Ja jestem… jakby to powiedzieć…. lingofilem. Wiesz – pedofil lubi dzieci; zoofil zwierzątka a lingofil języki. Ja uwielbiam języki. Studiowałem coś, co mnie, tak na prawdę, nie interesowało. Wiesz, że włoski, angielski i Farsi mają wiele wspólnych słów? Domyślam się, że jak przysiądziesz, w polskim również je znajdziesz. Na przykład, angielski „paradise”, czy włoski „paradiso”, wywodzi się od perskiego „paradish”. Albo „tiger” – w Farsi brzmi „tigrish”. Nie wspomnę już o czysto Proto-Indo-Europejskich słowach jak „matka”, „trzy”, „brat”, „imię”. Wiele można by wymieniać.  Teoretycznie, jestem inżynierem biotechnologii, ale w językach jestem zakochany. Nie chcę pracować w moim zawodzie. A jak Ty się włoskiego nauczyłeś?

- Tak na prawdę to mamy podobne zainteresowania. Też uważam, że łatwo się nauczyć języków, które są podobne do siebie. Gdybym się nieco wysilił, zacząłbym mówić po persku. Już niektóre rzezy rozumiem tylko dlatego, że słyszę je na co dzień. Ale żadnej książki nie otwierałem.

- Ale dlaczego włoski? Powiedziałeś, że to niszowy język i nie ma zastosowania poza Włochami.  

- Moja motywacja była głupia. Przeczytałem Ojca Chrzestnego. Miałem 16 lat. Spodobały mi się włoskie wstawki. Chciałem nauczyć się włoskiego ale nie chciałem uczyć się z podręcznika na kursie trwającym w nieskończoność. Wyszukałem oferty kursów językowych. Zbyt wiele kosztowały by naciągać rodziców. Pojechałem do Włoch i znalazłem pracę. Później kręciłem się przez jakiś czas między Włochami a Polską.

- A angielski?

- Podobnie. Tyle, że angielski mi się nigdy nie podobał. Bardziej użytkowo do niego podchodziłem. Tak się złożyło, że po maturze, wyjechałem do Wielkiej Brytanii.

- Wy w Europie macie szczęście. Macie Azadi (Azadi w Farsi oznacza wolność). Możecie jechać gdzie chcecie. My tak nie możemy.

- Wiem, paszport trzeba mieć.

- Ja mam paszport. Od czasu do czasu podróżuję. Ale po prostu widzę, że Wam na zachodzie przychodzi to znacznie łatwiej. Nawet w Rosji, mimo, że nie jest to państwo typowo zachodnie. Byłem w Rosji wiele razy. I pewnie jeszcze kilka razy wrócę. Podobało mi się. Bardzo mi się podobało. Ale co z tego? Chciałbym by było dobrze również tutaj, w moim kraju. To jest mój dom. To jest Persja.

- To Persja w końcu czy Iran?

- Persja. Iran swoje początki bierze w Starożytnej Persji. Moim zdaniem, powinni przywrócić starą nazwę kraju a nie trwać przy tej beznadziejnej.

- Iran?

- Islamska Republika Iranu. No kto na taki pomysł wpadł?

- Khomeini? W końcu wykorzystał religię żeby zjednoczyć naród.

- Jaką religię? Czyją religię? Religię Arabów. Nie moją. Nie Persów.  Toż to Islam jest nam narzucony. Nie mamy wyboru.

- Czyli nie jesteś wierzący?

- Nienawidzę religii. Nienawidzę Islamu. Człowieku, oni nam takie pranie mózg tym robią, że sobie nawet nie wyobrażasz. Nawet na politechnice, musiałem studiować Koran. Koran w szkole, Koran na ulicy, Koran z minaretów. Koran na śniadanie, obiad i kolację. Koran mam wszędzie. Jestem nim osaczony. W domu i mojej prywatnej głowię, wolę od Koranu odpocząć.

- Ale Twoi rodzice…?

- Myślisz, że mój ojciec wierzy? Że moja matka wierzy? Że moje siostry wierzą? Jeszcze raz Ci mówię, nie jesteśmy Muzułmanami. Nie jesteśmy Arabami. Jesteśmy Persami. – Głos Pooyana nagle nabrał porywczości zmieszanej z dumą.

- Urodziłeś się jako...

- Jako Muzułmanin. I na tym się skończyło. No – może jeszcze po drodze miałem nauki koraniczne w szkołach. Ale to wszystko – nie miałem nic wspólnego z religią. Jako dziecko, w meczecie byłem może ze trzy, cztery razy. Sam z siebie nie poszedłem ani razu. Mam to szczęście, że urodziłem się w normalnie rozumującej rodzinie i nikt mnie do meczetu nie posyłał.

- Ale spójrz na Iran. Jest bezpiecznie. Jest Azadi – ale w domu. Nie na ulicy.

- Żartujesz? Azadi w Iranie?

- W każdym mieście jest skwer Khomeiniego i skwer Azadi (plac wolności). - Pozwoliłem sobie zażartować żeby rozluźnić atmosferę rozmowy. Podróżowałem po krajach Arabskich i zawsze, spotykałem się z ciepłym przyjęciem. Nigdy nie było mi obojętne napiętnowanie Islamu na Zachodzie. Dlatego, tonem wypowiedzi Pooyana, poczułem się obrażony. Nie chciałem prowokować kłótni na tle religijno-etnicznym; tle, na którego najłatwiej maluje się krwią.

- Ale zauważyłeś, że te skwery są okrągłe? (W większości miast, główne adresy zapisane są po persku i po angielsku. Poprzedzony nazwą „Square” w Iranie jest, w istocie określeniem ronda z pomnikiem po środku. Bardziej, zatem pasowałoby słowo „circus”, gdyż „square”, oznacza „kwadrat”, „kwadratowy”). Pooyan, w inteligentny sposób, podłapał żart.

- Zauważyłem, że w domu wszystko wolno Wam robić.

- Nie wolno. Wiesz jaki mamy problem z alkoholem? Z narkotykami? Z dziewczynami? Jeśli spacerujesz z dziewczyną, która nie jest Twoją żoną, matką albo siostrą w mieście, możesz być pewien, że wylegitymuje Was policja religijna. Jeśli znajdą Was w domu czy gdziekolwiek indziej, w sytuacji prywatnej – chłosta i kara śmierci. No, chyba, że weźmiecie ślub. Ale jak tu taki Pan Ahmed ma wziąć ślub skoro nie ma uregulowanego stosunku do służby wojskowej? Zostaje chłosta i liczenie na wyrozumiałość sądu. Upraszczając – między nami, mężczyznami. Nie można w naszym kraju przespać się z dziewczyną.

- Chcesz powiedzieć, że Azadi (wolność) dla Was to możliwość upicia się, wypalenia trawki i uprawianie seksu sobie na ulicy?

- Ty cały czas czegoś nie rozumiesz.

- Nie rozumiem buntu niektórych osób. Jesteśmy przyjaciółmi. Nie powinniśmy się kłócić. Co powiesz na zabawę? Możesz załatwić whiskey?

- Wieczorem, tak.

- Haszysz?

- Mam znajomego.

- I coś tylko dla mnie. Tylko nie śmiej się, ani nie myśl sobie o mnie źle, ale potrzebuję koleżankę na noc.

- Nie w moim domu – mieszkam z rodzicami, ale.... Ty do czegoś zmierzasz. 

- Nie. Chcę się zabawić. Sam widzisz, że wszystko da się załatwić.

- Ale jak Cię złapią. Wy macie wolność. Możecie te rzeczy robić bez żadnych ograniczeń.

- Wy też, pod warunkiem, że w domu je robicie.

- Jest jeszcze inna  kwestia – skostnienie umysłów starszych osób i zdrajców, którzy poparli Rewolucję. Moi rodzice są wolnomyślicielami. Moi rodzice mają otwarte umysły. Chcesz to możemy napić się wieczorem wina. Nie włoskiego wina, ale wina. I to produkowanego w Iranie – perskiego wina. (Z okolic miasta Shiraz, pochodzi niegdyś bardzo dobrze znane i cieszące się renomą wino Shirazi. Obecnie, społeczności Chrześcijańskie, wyłączone są z artykułów dotyczących produkcji i spożycia wina, zarówno do celów eucharystycznych, jak i własnych. Mimo iż Iran nie produkuje wina na masową skalę, perskie wino, ze względu na ograniczony nakład uchodzi za rarytas. Niektórzy zachodni producenci zdali sobie sprawę z jego statusu jako towaru luksusowego i wykwintnego i oferują wino produkowane.... ze szczepów winogron pochodzących z prowincji Fars).

- A skostniałe umysły innych starszych nam nie będą w tym przeszkadzać?

- W piciu wina, niekoniecznie. Ale w spotkaniach z kobietami tak. Wystarczy, że komuś się to nie spodoba. Wystarczy donos żeby wpakować nas w problemy. Wszystko też zależy od rodziny drugiej osoby. Jak już mówiłem. Moi rodzice mają otwarte umysły. Ale duża część społeczeństwa jest bardzo konserwatywna w tych kwestiach. Jeśli nawet nie, to jeśli mają córkę to stają się konserwatywni wobec niej. Mój kolega niedoszłym teściom się nie spodobał. Rodzina dowiedziała się, że nie jest dziewicą ale nic nie powiedzieli. Do czasu aż jednego dnia nie wróciła do domu. Wezwali policję. Chłopak siedzi w areszcie. Czeka na kolejny proces z zarzutami o gwałt. Rodzina kazała córce zeznawać przeciw niemu. Nie chciałbyś tak pewnie skończyć.

- Nie chciałbym, ale u nas też takie rzeczy się zdarzają.

- Ale tutaj musisz uważać. Robiąc to z dziewczyną, musisz pamiętać, że robisz to z jej matką, ojcem i całą jej rodziną. Ona zawsze będzie ograniczona przez rodzinę. Jak ma gdzieś prawo i religię, to pewnie będzie myśleć o rodzinie. Nie ma wolnego wyboru.  I przez to dochodzi do paradoksów.

- Na przykład?

- Wiesz – dziewictwo jest bardzo istotną kwestią w naszej kulturze. To znaczy – nie dla mnie. Nie dla moich kolegów. Nawet nie dla moich rodziców. Ale mamy niektórych moich znajomych chciałyby mieć synowe, które są dziewicami. Rodzina drugiej strony zawsze będzie się starać znaleźć dobrego kandydata dla córki. Mając córkę, która nie jest dziewicą, zaczynają ją postrzegać jako niepełnosprawną. W ten sposób dochodzi do tego, że lekarze świetnie zarabiają na operacjach odnowienia błony dziewiczej i aborcjach. Rozumiesz? Dziecko nie przyjdzie na świat dlatego, że dziewczyna boi się konekwencji przyznania i dba o życie swoje i chłopaka, którego kocha. Nie zdziw się też jak znajdziesz się sam na sam z jakąś irańską pięknością i ta, zaproponuje Ci seks analny. Freud pisał, że to dewiacja. Ale u nas jest ona na porządku dziennym. W końcu jesteśmy ludźmi, ale prawo i narzucona nam kultura zapomina o instynktach także i seksualnych, zakładając na siłę każdemu niewidzialny pas cnoty.

- No to dlaczego się nie ożenić?

- To też nie jest łatwe. Żeby się ożenić, rodziny muszą wyrazić na to zgodę. Muszą się znać i lubić. Wiesz – jesteśmy ludźmi. Pochodzimy od szympansów. Za czasów człowieka prehistorycznego było łatwo. Samiec dawał samicy przez głowę maczugą i ciągnął ją za włosy do jaskini. Teraz też, w większości kultur, to mężczyzna musi się starać o kobietę. W Europie, kwiatki przynosicie dziewczynom. Wiem bo byłem. A u nas? U nas, jeśli mamy możliwość wyboru, prosimy mamę. Jak to brzmi. Maaaaamooooo – załatw mi tą dziewczynę.

- To jak spędzają czas młodzi Irańczycy?

- Mało czasu tu byłeś?

- Na razie za mało żeby mieć pełny obraz. Do tej pory, Iran, wydał mi się bardziej wyluzowany, ale i bardziej zbuntowany niż Turcja.

- Na dyskoteki nie chodzimy.

Herbaciarnia. Drewniany, otwarty boks z małym, perskim dywanikiem i galianem (fajką wodną) po środku. Rozmowy o wszystkim. Nie wiem dlaczego, ale te wieczory będą mi się kojarzyć nie z filozofią, nie z literaturą, nie z muzyką, ale z.... nosami. O kulturze i historii, mogę sobie poczytać wszędzie. O nosach, aż tyle się jeszcze nie nasłuchałem. Ja miałem kiedyś kompleks na punkcie mojego świńskiego, małego, zadartego nosa. Okazuje się, że Irańczycy – głównie Persowie, posiadający dobrze zbudowane, szerokie i długie nosy, również ich nie lubią. (Iran zamieszkuje kilka grup etnicznych, m.in. Persowie, Azerowie, Armeńczycy, Kurdowie, Beloczi, Pasztuni, Arabowie, Turkmeni). 

Plaża. Część, na której znajduje się ratownik. „Michał – widzisz tą kotarę? To jest podział pomiędzy kobietami i mężczyznami. I co? Jesteśmy ludźmi czy nie? Skoro jesteśmy ludźmi to dlaczego nie możemy się z innymi ludźmi kąpać w morzu?”. Przysiedliśmy w innej, dzikiej części nabrzeża.

- Widzisz? W Hidżabach muszą pływać

- Ale faceci w majtkach samych.

Mimo to, amatorów morskiej kąpieli, przejeżdżający co chwilę terenowym autem patrol policji, za pomocą megafonu, starał się przegonić z wody.  Jednak, mundurowi, ani razu się nie zatrzymali. Nikogo nie złapali, do nikogo nie strzelali. Po prostu, przejeżdżali, zatrzymywali się, krzyczeli i jechali dalej.

- Pooyan, co oni krzyczą?

- Że jak nie wyjdą z wody, zostaną aresztowani.

 

Zakupy w supermarkecie. W zamian za kilka dni gościny ze strony Pooyana, jego rodziców i siostry – Tiny, obiecałem, że przygotuję włoskie danie. Wybór padł na penne alla panna e....

- Co jeszcze potrzebujesz, Michał?

- Marijuana? Powiedział wysokim, przypominającym helowy, głosem kolega Pooyana, pokazując schowaną w dłoni, zawiniętą w folię, miękką brązowo-czarną kostkę i przyjmując napięty uśmiechem na twarzy z wyłupiastymi oczami, do bólu przypominającej Beavisa z kreskówki Beavis and Butthead.

- O cholera! Złapałem się za głowę.

- Co?

- Nic, nic.... potrzebuję mięso.

- Jakiekolwiek mięso.

- Wie.... znaczy się tą, no..... coś co nie jest.... znaczy się jest.... może być kurczak.

Powiedziałem, szepcząc Pooyanowi na ucho, że potrzebuję wieprzowinę. Pooyan powtórzył koledze. Na szczęście, śmiech nie wzbudził w nikim żadnych podejrzeń, że moglibyśmy być pod wpływem czegoś haram (Haram – zabronione dla muzułmanów. Haram nie odnosi się tylko do jedzenia i picia {np. wieprzowina, alkohol, krew}, ale i do czynów). Nie byliśmy. Ale podobno wystarczy tylko słowo...

Kuchnia. Tina – 20-letnia siostra Pooyana. Posiadaczka największych, najgłębszych, najczarniejszych, najbardziej szklistych i najpiękniejszych oczu jakie w życiu widziałem, wróciła ze szkoły zrzucając od razu chustę z głowy. „Nienawidzę tej szmaty, wykrzyknęła”.

4c.jpg

Ach, te czarne oczy...

 

- Pomóc Ci w czymś? Weszła do kuchni.

- Trenczu też nie lubisz? Jeszcze tak skąpo ubranej jej w domu przy rodzicach wcześniej nie widziałem.

- Gorąco jest. Pomóc Ci w czymś?

Talerze przyszły na stół. Oczekiwanie na werdykt. Kuchnia perska jest bardzo zróżnicowana i wyjątkowo smaczna. Kuchnia włoska też, ale w moim wykonaniu, niestety, nie trafia do każdego podniebienia. Do tego, składnikowa improwizorka. Miały być „penne alla panna e prosciutto” – wyszły, „penne alla panna e pollo”, nazwane przez Tinę „Panasonic”. Kiedyś opatentuję tą wymyśloną w Iranie, idealnie komponującą się z czerwonym wytrawnym, perskim winem Shirazi, recepturę.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Translator

BLOG ROKU

Zapraszam do głosowania
tutaj.

Oni ze mną jadą

Szukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Bądź na bieżąco

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

W drodzę