Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 272 137 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


CZĘŚĆ DWUNASTA: BANDE DESINEE (DANS MACABRE)

wtorek, 29 sierpnia 2017 21:50

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ALEX, PETER – BELUDŻOWIE, STUDENCI

Wczesnym rankiem, wysiadłem z czarnej, terenowej Toyoty Land Cruiser. Rozejrzałem się po dworcu autobusowym, na którym wysadził mnie łysy, potężnie zbudowany kierowca wykrzykujący po drodzę co chwilę „Sistan-Beluchistan”. Przechodzące obok mnie kobiety, schowały twarze w otchłaniach swych czarnych, zasłaniających całe ciała czadorów. Ubrani w shalwar kameez mężczyźni, wołali mnie do siebie proponując skorzystanie z taksówki. Przewracając strony w notesie, nie mogłem sobie przypomnieć gdzie schowałem kartkę z zapisanym mi przez Sorayę, którą poznałem w Teheranie numerem telefonu jej znajomego.  Poczułem na ramieniu czyjąś dłoń. Odwróciłem wzrok. Biały shalwar kameez. Niski wzrost, pełna broda zdobiąca pełne, nieco zapadłe policzki wyraźnie młodej twarzy o zmęczonych oczach ukrytych pod okularami.

- Peter, przedstawił się chłopak

- Michał, potrząsnąłem jego dłoń.

- Czekasz na kogoś?

- Nie, już nie. Chyba zgubiłem numer telefonu. Jadę rozejrzeć się do miasta, a później do Mirjaveh.

- To spóźniłeś się. Przejście w Mirjaveh, zamykają o jedenastej.

- Mimo wszystko pojadę w tamtą stronę.

- Nie wiem czy chciałbyś zostać na noc na tamtym przejściu.

- Mam jakiś inny wybór? Nie mam gdzie się tutaj zatrzymać. Wolę Mirjaveh niż Zahedan.

- Mogę Cię zaprowadzić do hotelu, chociaż wolałbym byś zatrzymał się w moim domu.

- Nie stać mnie na hotel i dziękuję bardzo za zaproszenie. Nie chciałbym robić problemu.

- Nie chciałbyś robić problemu czy nie ufasz mi bo jestem Beludżem?

- Jeśli mam być szczery to i to i to. Może bardziej nie chciałbym Ci robić problemu niż to, że jesteś Beludżem. Chociaż, nie ukrywam, słyszałem niepochlebne opinie.

- W takim razie, nie mamy o czym rozmawiać. Peter obrócił się na pięcie i pokierował w stronę wyjścia z klimatyzowanego dworca.

- Poczekaj. Złapałem go za ramię. Z jednej strony, zrobiło mi się przykro, że w taki sposób potraktowałem zupełnie nieznaną mi osobę, oferującą dach nad głową; z drugiej, poczułem chęć dowiedzenia się więcej na temat Beludżów spędzając trochę czasu z Peterem. – Może zjemy razem śniadanie? Zaproponowałem.

- Jest Ramadan, odpowiedział Peter patrząc mi w oczy.

- Przepraszam. Dopiero co wysiadłem z samochodu. Nie spałem przez całą noc. Jestem w podróży i przyjechałem aż z Kerman, zacząłem się tłumaczyć.

- Nie mam do Ciebie żalu. Z chęcią, pominę jeden dzień postu i zjem z Tobą śniadanie. Mogę nawet zaoferować Ci obiad i kolację w domu moich rodziców. Post można zawsze w dowolnym, dogodnym terminie oddać.

- W takim razie, prowadź do jakiejś taniej restauracji, poprosiłem.

Peter poprowadził mnie do żółtej taksówki. Usiedliśmy z tyłu. Po drodze wykonał telefon. Rozumiałem tylko dwa pierwsze słowa.

- Co to za język?

- Beludżi. My nie jesteśmy Persami. Jesteśmy Beludżami. Mieszkamy w Iranie, mamy irańskie obywatelstwo, podlegamy pod irańskie prawo ale jesteśmy osobną grupą etniczną. Mamy własną kulturę, własną historię oraz własny język.

- Co tak w ogóle robiłeś o tej porze na dworcu autobusowym? Zapytałem podejrzliwie.

- Odwoziłem siostrę na autobus do Teheranu.

Chwilę po tych słowach w malutkiej knajpce pojawił się wysoki, przystojny chłopak w postrzępionych jeansach, marszczonej koszuli w kratę z nowoczesną, krótką fryzurą, którą zwieńczała prostowana grzywka z przodu. Przedstawił się jako Alex.

- Co to za łamanie postu? Zsuwając ciemne okulary w dół nosa.

- No właśnie, co to za łamanie postu? Zapytałem. – Może mi to ktoś definitywnie wytłumaczyć? Myślałem, że jedzenie podczas dnia w miejscach publicznych jest zakazane. Jak dotąd, widzę jedynie sprzeczności.

- W istocie, czasem coś z tym robią, czasem nie. Gdyby tak mieli wszystkich łamiących post aresztować, więzienia byłyby pełne, odpowiedział Peter.

- Ale ta knajpa jest otwarta. To znaczy... to jest publiczne miejsce. W dodatku, restauracja. Zresztą, nie pierwsza otwarta i pracująca w trakcie Ramadanu, odpowiedziałem.

- Zależy od miasta. Tutaj jest spokojnie. Policja zajmuje się bardziej poważnymi rzeczami niż spożywka, wyjaśnił Peter.

- Jak to bardziej poważnymi problemami? Zapytałem.

- Wiesz gdzie jesteś? Jesteś w Zahedanie? Odpowiedział Alex.

- A można trochę bardziej klarownie?

- Nie słyszałeś o wybuchających bombach i strzelaninach? Uśmiechnął się Alex.

- Słyszałem o jednej bombie.

- Której? Tej w meczecie?

- Tej w meczecie.

- Wiesz co to był za meczet? Zapytał Peter.

- Nie wiem. Wiem, że bomba wybuchła podczas modlitw.

- To był szyicki meczet. O ile w Iranie, Szyici są większością, to tutaj, w Beludżystanie, są mniejszością. Mimo wszystko, to my jesteśmy poniżani i to nam odmawia się prawa do własnej kultury i wiary.

- W takim razie, podłożyliście im bombę w meczecie, tak? By walczyć o swoje prawa?

- Nie. Według oficjalnej wersji, za zamach odpowiedzialny jest rząd USA. Moim zdaniem to rząd Iranu wynajął zamachowców. Nie wydaje Ci się to dziwne, że bomba wybuchła właśnie w Beludżystanie, a nie, na przykład w Kurdystanie? Beludżystan, ciągle stawiany jest w złym świetle. Jakiekolwiek wiadomości z regionu to złe wiadomości. Chodzi o to by postawić Beludżów w złym świetle, pokazać ich jako zamachowców i niecywilizowanych psychopatów.

- Ale przecież, oficjalna wersja brzmi inaczej. Przecież możecie nosić na ulicy shalwar kameez mimo, że krótkie spodenki są zakazane. Możecie chodzić do sunnickich meczetów, możecie mówić Waszym językiem.

- Nie możemy. Nasz język jest dozwolony, ale tylko na papierze. W praktyce, jest tłumiony. Nie wolno posługiwać się nim w szkołach. Nie wolno wydawać w języku Beludżi magazynów, gazet ani żadnych innych publikacji. Radio Zahedan transmituje tylko jedną audycję w Beludżi. Rząd Iranu wystawia nam palec, w którego stronę my wystawiamy całą dłoń, a właściwie to dwie dłonie. Widziałeś w jaki sposób podajemy sobie tutaj ręce? (Mężczyźni Beludżi witają się poprzez uścisk prawej dłoni. Podczas podawania dłoni rozmówcy, dotykają swojego prawego przedramienia lewą dłonią), uniósł się Peter.

- Nie przesadzaj, Peter. Wcale nie jest tak źle, włączył się Alex, poprawiając grzywkę. – Mamy w Beludżystanie szkoły, mamy drogi. Mamy dobrą infrastrukturę. Przejedź kawałek za granicę i zobacz jak po tamtej stronie wszystko wygląda. Tam jest dopiero Dziki Zachód. Tutaj, życie idzie do przodu.

- Mów co chcesz. Ja swojego zdania nie zmienię. Popatrz na siebie, gdzie Twój shalwar kameez? Zapytał Peter.

- Chciałbym Ci przypomnieć, że jest dwudziesty pierwszy wiek i shalwar kameez już dawno wyszedł z mody.

- Jesteś Beludżem czy nie jesteś?

- Jestem, ale czy muszę nosić shalwar kameez by wszyscy o tym wiedzieli? Jestem Beludżem, ale jestem też Irańczykiem. Nie Persem, tylko Irańczykiem. Widziałem jak wygląda Beludżystan po pakistańskiej stronie, jak i Beludżystan po stronie afgańskiej. Cieszę się, że mieszkam po stronie irańskiej. Ty też powinieneś się cieszyć. Ale nie, musisz mieć swoje zdanie. Nie widziałeś, ale musisz snuć teorie spiskowe.

- To dlaczego większość aresztowanych w związku z zamachami w Zahedanie osób to Beludżowie, albo jak nie Beludżowie to na pewno Sunnici? Zresztą, nie tylko zamachy. Wystarczy mała demonstracja by pokazać, że tutaj jesteśmy i już aresztują kogoś z zarzutami o przemyt narkotyków, paliwa, alkoholu, występek przeciwko porządkowi publicznemu albo moralnemu. Zawsze jakąś winę znajdą, oburzył się Peter. .

PeterAlexMike.jpg

 

- Może dlatego, że Jundullah się do nich przyznaje, odpowiedział Alex drapiąc się po chropowatym policzku. – I właśnie, dlatego powiedziałem Michałowi o wybuchających bombach i zamachach. To z nimi walczy policja i wojsko. Wierz mi, widziałem co dzieje się po drugiej stronie i nasz Sistan-Beluchistan jest w miarę bezpieczny. Jestem Beludżem, jestem Sunnitą i chcę Ci powiedzieć, że cieszę się, że rząd mojego kraju robi wszystko co może by tłumić rozróby tych oszołomów.

- To dlaczego powiedziałeś o wybuchających bombach i strzelaninach? Zapytałem.

- Dla żartu. To znaczy, nie można powiedzieć, że nic się tutaj nie dzieje, ale jeśli będziesz uważać na siebie to nie masz się czego obawiać.

- To znaczy?

- Wybacz. Ja tutaj mieszkam i znam reguły. Ty nie. Powinieneś trzymać się z dala od budynków rządowych i posterunków policji i wojska. To właśnie w tych okolicach dochodzi najczęściej do strzelanin, które ostatnimi czasy mają miejsce coraz rzadziej. Jeśli już to na pustyni. Na szlaku prowadzącym do Pakistanu i Afganistanu. Większość działalności Jundulli to przemyt narkotyków, paliwa i broni. W ten sposób, między innymi, pozyskują fundusze na realizację swoich bardzo ciężkich do zdefiniowania celów. Iran nie chce pozwolić sobie ani na terroryzm, ani na broń, ani na wywożenie ropy naftowej więc wysyła coraz więcej wojska do naszego regionu. Reszta zamachów odbywa się za naszymi plecami i dowiadujemy się o nich z gazet i z telewizji. Najczęściej dochodzi do zabójstw i porwań na zlecenie.

- Czy wśród porwanych są obcokrajowcy?

- Skłamałbym jeśli powiedziałbym, że nie ma. Niestety, czasami, ofiarami padają obcokrajowcy. Najczęściej, jednak, są oni w jakiś sposób powiązani z biznesem przemytniczym lub zaangażowani politycznie. Jeśli nie jesteś potajemnym agentem CIA, nie musisz niczego się obawiać, zażartował Alex.

- Jest bezpiecznie. To my, Beludżi jesteśmy, tak na prawdę zagrożeni ze strony Iranu, dodał Peter.

- Bzdury opowiadasz, poklepał go po ramieniu Alex.

- Celem nie są działacze Jundulli tylko Beludżowie. Chodzi o postawienie ich w złym świetle, zaczął znowu Peter.

- Chłopaki, bardzo miło mi się z Wami rozmawiało, ale muszę już iść.

- A co z zaproszeniem do mnie? Zapytał Peter?

- Myślałem, że zapomniałeś. Z miłą chęcią. Oczywiście, pod warunkiem, że nie będziemy już wracać do kwestii kto jest odpowiedzialny za co.

- Racja, włączył się Alex, ile ludzi, tyle historii.

- W takim razie, chodźmy, powiedział Peter kierując się w stronę kasy.

- Ile płacimy? Zapytałem podając mu wszystkie banknoty, które miałem w kieszeni w nadziei, że nie zostawi mnie bez grosza.

- Wykluczone. Jesteś naszym gościem i to my płacimy, powiedział stanowczo Alex.

Po opuszczeniu klimatyzowanego lokalu moją uwagę przykuła duża ilość drzew piniowych i niedbałe rysunki na ścianach budynków. Znów poczułem uderzenie gorącego powietrza na twarzy. Przez cały dzień, nie udało mi się zapomnieć ani na chwilę, że byłem jednym z najgorętszych miejsc w Iranie. Alex i Peter postanowili mi pokazać miasto i przedstawić znajomych i kolegów.  Każdym z odwiedzonych domów, zostaliśmy uraczeni herbatą. Znów zapomniałem o trwającym Świętym Miesiącu. Po południu, zostałem zaproszony na zajęcia z języka angielskiego w szkole językowej, do której chodził Peter. Świadomy faktu, że był to mój ostatni dzień w Iranie, po odpowiedzi na wstępne pytania podobne do tych, które zadane mi były przez uczniów w Bushehr, postanowiłem odłożyć na bok jakąkolwiek poprawność polityczną i poruszyłem z uczniami kwestię bezpieczeństwa w regionie Sistan-Beluchistan. Większość osób, podzieliła zdanie Alexa. Jedynie nauczyciel westchnął, „Jesteśmy Beludżami, narodem bez państwa, rozdzielonym granicami innych państw. Byłoby dobrze gdybyśmy mogli mieć swój własny skrawek ziemi. Nasz własny, niepodległy Beludżystan”.

Wieczorem, kiedy siedzieliśmy na dywanie rozłożonym na tarasie wokół posiłku podanego przez ubraną na co dzień w biały czador, mamę Alexa, cały czas odczuwałem upał. Położyłem się na plecach zwracając twarz ku księżycu.

- Nie wiedziałem, że to miasto jest takie senne, powiedziałem

- Jest gorąco, powiedział przeciągając się Alex.

- Czego się spodziewałeś? Zapytał Peter.

- Kowbojów na wielbłądach z zasłoniętymi arafatkami twarzami strzelających z CKMów we wszystko co się rusza.

- Widzisz, wyjaśnił Peter, mówiłem Ci, że z Beludżystanu robią krainę psychopatów i zamachowców.

- Peter, z całego Iranu robią krainę zamachowców i psychopatów. Kiedy w Nowym Jorku wybuchnie strzelanina, mówią o działalności mafijnej. Kiedy dojdzie do jakichś zamieszek u nas, od razu gdzieś w tle, pojawiają się terroryści. Porównaj, jednak, skalę morderstw w Teheranie i Nowym Jorku, lub chociażby w Zahedanie i Nowym Jorku i będziesz miał pełen obraz, który kraj jest bezpieczniejszy. Musisz zrezygnować z idealizmu i żyć własnym życiem bo inaczej, zwariujesz. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Translator

BLOG ROKU

Zapraszam do głosowania
tutaj.

Oni ze mną jadą

Szukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Bądź na bieżąco

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

W drodzę