Bloog Wirtualna Polska
Są 1 267 963 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Indonezja (Flores) - Coroczne karmienie duchów.

niedziela, 30 września 2012 12:54

 

 


 

Mówi się, że głodnemu tylko chleb na myśli. Nie ma się więc co dziwić, że jak człowiek głodny, to i zdenerwowany przeważnie bywa. Robi się markotny, kąśliwy. Rzuca kur...akami, kaczkami i innej maści podrobami. Czasem nawet coś tam połamie. Duch, podobno też człowiek. Tyle, że jak już duch się zdenerwuje, lepiej z nim nie zadzierać. Warto zatem zadbać o ich prawidłowe odżywianie. Szczególnie, w Indonezji, gdzie duchy sprawują pieczę nad znajdującymi się na każdej wyspie wulkanami a na stosunkowo małej Flores, wulkanów jest aż szesnaście. Wizyty w kraterze Kelimutu nie planowałem. Floreskie duchy, okazały się jednak silniejsze ode mnie.  


 

Wizyty w kraterze Kelimutu nie planowałem. Zamieszkujący jego trójkolorowe jeziora duchy, przyciągnęły mnie jednak na coroczną ceremonię, podczas której członkowie plemienia Lio składają im w ofierze takie dary jak ryż, mięso, orzechy betla, limonkę, wino i papierosy.

 

PARANG

Gdzie masz parang? Zapytał Stefan kiedy zajęliśmy miejsce w jadącym do Kaca bemo. Zapomniałem, odpowiedziałem nieco zmieszany. Dla Indonezyjczyków, parang jest nie tylko narzędziem, ale i symbolem. Rzeczą osobistą, przekazywaną z pokolenie na pokolenie. Zgodnie z lokalnymi wierzeniami, użycie go bez zgody właściciela może mieć nawet tragiczny skutek. W przygotowywanych na zamówienie ostrzach indonezyjskich, dostępnych dla ogółu parangów i, zarezerwowanych dla szlachty, krisów, kowale, bowiem wykuwają magiczne zaklęcia, których moc, wraz z wiekiem stali, ciągle rośnie. Ucieszyłem się,  gdy dowiedziałem się, że ten, który z dumą nosiłem przy pasie i używałem do przedzierania się przez dżungle Manggarai, mogłem zachować dla siebie. Powiem kierowcy żeby wrócił, zaproponował Stefan. Nie trzeba. Już daleko jesteśmy. Ja mam dziś bardzo długą drogę do przejechania, uspokoiłem mojego gospodarza.


 

Parang to nie tylko prosta maczeta. Według lokalnych wierzeń, w ostrzach parangów wykuwane są magiczne zaklęcia. 

 

Chwilę przed pożegnaniem z rodziną Hansa, rozejrzałem się dookoła głównej izby niemal pustego domu, w której rogu, dopalała się naftalinowa lampa plitu. Na przekór sobie samemu, odłożyłem maczetę wraz z jej bambusową pochwą na parapet. Na pamiątkę z Indonezji chciałem zachować sobie właśnie parang. Do tego, nie chciałem by był on nowy, nawet gdyby miał być kuty specjalnie dla mnie. Miał być stary, pordzewiały z mocno wyblakłą i startą pochwą i rękojeścią. Ten był więc idealny. Nie czułbym się, jednak, dobrze przyjmując go od osoby, której znajdujący się w domu życiowy dorobek można policzyć na palcach jednej ręki. 

 


PULAU NIPA


 

Pulau to po indonezyjsku wyspa. Nipa, w Bahasa Sikka - języku wschodnich części Flores oznacza pyton. Zanim Portugalczycy wymyślili sobie swoją własną nazwę dla wyspy, o której rafy, płynąc na wprost poobcierali sobie kadłuby, Flores nazywała się Pulau Nipa. Biorąc pod uwagę niewielką ilość kwiatów, górskie serpentyny i przerośnięte rośliny, nazwa Pulau Nipa była chyba jednak bardziej trafiona. 

 


 Kawa u Hansa. Przepakowałem na szybko plecak w domu Andreasa. Na pewno nie chcesz poczekać na bemo? Na pewno. Poradzę sobie. Wiesz, może być ciężko tutaj kogoś złapać. Flores jest inne. Na pewno, wszystko będzie wporządku. W wielu miejscach mówili mi, że się nie da i się dało. Dziękuję za gościnę. Powodzenia. Grubo ponad dwie godziny szedłem pieszo wzdłuż pustej drogi. Motywacji dodawały mi zakręty. Gdybym był na jakiejś równinie, pewnie usiadłbym w miejscu. Ciekawość jakie ogromne drzewo będzie kryło się za kolejnym zawijasem. nie pozwalała mi stać w miejscu. I co tam, że trzeba było iść to pod górkę to z górki. Flores, faktycznie jest inne. Natura wydaje się tutaj być bardziej bujna i dorodna niż gdziekolwiek indziej. Wszystko sprawia wrażenie jakby było większe, bardziej obfite; czasem wręcz przerośnięte.


 

Kraina elfów?

 

Z mglistego i wilgotnego o poranku Manggarai, do suchego Ende dojechałem w środku nocy, dzięki pomocy kilku motocyklistów i jednego, ogromnego Bemo. Tidak ada uang, powiedziałem kierowcy. Tidak masala.... odpowiedział z kresowym akcentem w głosie.

Kresy w Indonezji? Flores leży w prowincji Nusa Tenggara Timur. Timur oznacza wschód a zaciąganie podobno jest znakiem firmowym mieszkańców wschuuuuooohoduuuu. Może dlatego, akcent niektórych Manggarajczyków, Ngadańczyków czy Sikkijczyków przypomina akcent kresowiaków.

Gdzie chcesz wysiąść? Jest tutaj jakiś kościół? Zaraz za rogiem jest katedra. To tutaj może być. Kierowca odstawił mnie pod samą bramę wielkiego kompleksu budynków sakralnych, w którego centrum znajdował się średnich rozmiarów kościół z nieco demonicznie wyglądającym posągiem Jezusa przed głównym wejściem. Niestety, o tej porzę, nie mogę nikogo obudzić, powiedział ochroniarz, otwierający mi furtkę. Ale chodź, tutaj nikt Ci nie będzie w nocy przeszkadzał. Wcisnąłem się do śpiwora i ułożłem na jednej z betonowch ławek zielonego ogrodu usytuowanego na tyłach katedry. Po rześkiej nocy, już o szóstej rano, z nieba zaczął się lać żar.


 

Dwa morza, góry, upał, chłód i mgła. Na Flores tylko śniegu brakuje.  


Zapytałem o drogę w kierunku wschodniej części wyspy. Wyjście z miasta, o dziwo nie zajeło mi dużo czasu. Przejazd już tak. Odległość pomiędzy Ende a Maumere to nieco ponad 100 kilometrów. Na miejsce, zajechałem jednak długo po zachodzie słońca. Do południa dużo czasu spędziłem idąc pieszo i łapiąc się na jedynie krótkie podwózki w kursujących od wioski do wioski małych, ciasnych dyskotekach na kołach. Zatrzymany później kierowca starego, niebieskiego pickupa jadący prosto do Maumere zaprosił mnie na obiad w przydrożnym warungu. Zaliczyliśmy też dwa postoje na wulkanizacje kół uszkodzonych podczas tańca na asfaltowych serpentynach, wijących się po gęsto porośniętych, stromych stokach.

Egipskie ciemności. Maumere to największe miasto Flores.  Spodziewałem się odbijającego się w płytach chodnikowych blasku latarni. Po co te latarnie skoro nie działają? Zapytałem Jonty z couchsurfingu kiedy wiózł mnie do swojego pokoju w akademiku. Działają ale tylko jak ktoś ważny przyjeżdża. 

 


KOLORY KELIMUTU. 

 

Floreska filia pozarządowej organizacji Swiss Contact, zajmuje się rozwojem potencjału turystycznego wyspy. Jednym z zadań Jonty i jego zespołu jest uczestnictwo we wszystkich wydarzeniach kulturowych. Pojutrze jedziemy na coroczną ceremonię na górze Kelimutu, zaproponował gdy tylko zrzuciłem plecak na podłodzę jego pokoju.


  

 


Na miejscu zgromadzeń Parku Narodowego Kelimutu czekała już na nas plemienna starszyzna. Orkiestra biła w gongi powtarzający się rytm, który narastał w miarę pojawiania się przedstawicieli kolejnych wiosek, licznych zaproszonych gości i turystów, którzy mieli szczęście odwiedzić świętą górę akurat podczas ceremonii. Krater wulkanu Kelimutu, z lotu ptaka wygląda jak paleta malarza. Jego wnętrze skrywa trzy, położone blisko siebie jeziora. Akweny, od zawsze lubiły płatać figle zmieniając w losowy i nagły sposób swój kolor. Najprawdopodobniej to gazy wulkaniczne doprowadzające do reakcji chemicznych pomiędzy znajdującymi się w wodzie minerałami, wyjaśnił przyczynę zmiany kolorów Jonta. Ale nigdy nie wiadomo kiedy kolor się zmieni, dodała znajoma Jonty - Fifi. Jak to?  Zapytałem. Nigdy nie wiadomo jaki humor będą miały duchy, odpowiedziałspod wąsa, zawinięty w sarong mężczyzna - członek plemienia Lio. Duchy? Duchy naszych przodków, wyjaśnił. W Tiwu Ata Mbupu mieszkają dusze ludzi starych, w Tiwu Nuwa Muri Koo Fai, dusze kawalerów i panien. Z koleji, w Tiwu Ata Polo, dusze ludzi chorych i obłąkanych. Po śmierci starego ciała, duchy czekają w jeziorach na narodziny nowego. Te, które poszły do nieba, odwiedzają co jakiś czas dusze, które pozostały tutaj.  Dzięki nim, jesteśm w stanie przewidzieć co niesie przyszłość. Raz w roku zbieramy się by wspólnie pomodlić się i zanieść dary naszym przodkom ucuczcząc ich pamięć i prosić o przychylność. 


 

Przez cały czas, ceremonii bacznie przyglądały się również małpy. 

 

 

Procesja zatrzymała się przy pierwszym ołtarzu, dookoła którego zgromadzili się wszyscy uczestnicy. Nawet biegające bez celu małpy stanęły nagle w miejscu i skierowały w swój wzrok w stronę kobiety nakładającej do czarnych, glinianych naczyń: ryż, mięso złożonych w ofierze zwierząt, wino, orzechy betla, papierosy i kawałki limonki.


 

Jako, że dominującą na Flores religią jest Katolicyzm, rytualne tańce otworzyła modlitwa Ojcze Nasz. 


Pełne misy, przenieione zostały na główny ołtarz. Wodzowie każdej z wiosek zasiedli wokół ułożonych na czarnym kamieniu darów. Po wspólnym odczycie intencji i recytacji "Bapa Kami", zaczął się rytualny taniec zwieńczony konsumpcją uroczystego, dorocznego posiłku. Razem z duchami, swoje żołądki napełnili również biorący w pochodzie ludzie z krwi i kości. Teraz czas na tradycyjne tańce, powiedział mężczyzna wręczający mi misę z jedzeniem. No to idziemy tańczyć, skomentował Jonta. Jak to idzieMY? Faktycznie, po krótkiej prezentacji każdej z wiosek, spełniająca rolę lotniska dla helikopterów i parkingu płyta placu zgromadzeń zmieniła się w jedną wielką, trwającą kilka kolejnych dni biesiadę. Do tańca ku czci duchów zamieszkujących jeziora krateru Kelimutu zaproszeni byli wszyscy niezależnie od pochodzenia, koloru skóry ubrania czy ciała, w którym się aktualnie znajdowali. O ile w ogóle w jakimś się znajdowali.......  

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Translator

BLOG ROKU

Zapraszam do głosowania
tutaj.

Oni ze mną jadą

Szukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Bądź na bieżąco

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

W drodzę